Na początek grzecznie informuję, iż za około tydzień zmieniam adres bloga! Ale niewielka to będzie zmiana, znajdziecie mnie odtąd na cyganskie-impresje.blogspot.com.
Dawno nie było, a więc czas nadrobić! Trzy pierwsze robione Nikonem z Sigmą, kolejne odgrzebane z kompaktowej szuflady.
Szurka - ją już kiedyś opisywałam.
Marley - mój hrabia, tudzież, jak mawia dziadek, książę. Trafił do nas 6 lat temu na Boże Narodzenie - ktoś podrzucił 2 kociaki do mojego ówczesnego liceum. Spędził pół dnia w bibliotece - chyba właśnie dlatego jest tak mądry :) Dość szybko pojął, że może dostać się na poddasze do mojego pokoju pokonując mur i dach majsterni dziadka. Od tamtej pory noc w noc śpi ze mną wtulony w poduszki, a gdy akurat jestem w Poznaniu - śpi z moją mamą, ale już tylko w nogach. "Matkuje" wszystkim kociakom, które u nas się pojawiają; nie spuszcza ich z oczu, gdy są na dworze, uczy kociego życia. Tak było z Puchatkami (o nich niżej), tak jest teraz z pchlarzykami od Brudasa. Ulubione zajęcie (poza spaniem) - darcie gazet :)

Ludwik. U nas od 2003 roku. Znalazła go moja psiapsiółka, zdążając na moje urodziny. Miał stłuczoną miednicę, był małym smarkaczem, który nie chciał jeść - do dziś pamiętam jak z dziadkiem podawaliśmy mu w pipecie syrop na apetyt u dzieci, a potem podtykaliśmy szyneczkę. Jak widać, wyrósł jak na drożdżach. Trzy lata temu miał ropne zapalenie uszu - od ściągania tej ropy, uszka uległy deformacji. Choć moim zdaniem, ma teraz jeszcze więcej uroku niż kiedyś :)
A to Puchatki sprzed 2 lat. Znalazł je mój dziadek, jadąc na pasiekę. Wyskoczyły mu pod auto w środku lasu. Od lewej - Edward, Róża, Leon. A Puchatki wzięły się od tego, iż mają puchatą, mięciutką sierść.
Róża. Bardzo rozgadana (jak zresztą wszystkie Puchatki), żyjąca chyba trochę w innym świecie.
A na zakończenie i na miłe sny - Marley i Edward. Dobranoc :)