niedziela, 27 lutego 2011

21. Spacer po "łabędzim jeziorze"

Na taki tytuł mnie wzięło po dzisiejszym spacerze, choć początek wcale nie będzie związany z łabędziami. A jezioro, to wcale nie prawdziwe jezioro, lecz Warta :)

                                              To jeszcze przy domowym karmniku - dzwońce



                                     A to już rozlana Warta  po okolicy. Łyska, łabędzie i kaczki.




Jogin ;)


środa, 23 lutego 2011

20.

Nastawiłam się psychicznie na nadejście wiosny a tutaj... znów zima... no cóż, trzeba jakoś to wytrwać.
Od jakiegoś czasu więc na przekór tej pogodzie jeżdżę na basen. Najbliższy wypad jutro o 19, nie mogę się doczekać :) a póki co czekają mnie dziś jedne zajęcia i powrót do domu.
Na uczelni zaczął się nowy semestr - przekroczyłam już półmetek swojej drogi naukowej :)
Poszło, przyznam, dosyć szybko... choć im bliżej końca studiów, tym więcej myślę o tym, czym mogłabym się zająć po nich, jeżeli nie byłoby to związane z prawem. Mogłabym założyć ekologiczny sad, z wyłącznie starymi, zapomnianymi odmianami drzew owocowych,z ulami ukrytymi pod koronami drzew. Mogłabym zostać ogrodnikiem albo projektantem ogrodów. Mogłabym zacząć produkować anioły z masy solnej. Albo robić biżuterię, tudzież świąteczne (i nie tylko) ozdoby. We wszystkich tych sprawach mam już mniejsze bądź większe doświadczenie, może spróbuje w przyszłości to rozwinąć, jako pani notariusz i jednocześnie sadownik albo producent na przykład pomidorów. Ciekawie brzmi, nie?:)
Lecz nie o tym chciałam pisać. Zdobyłam już pierwsze szlify na nikonie. Używam sigmy, nikkor nie odpowiada mi póki co. Od jutra zaczynam uczyć się na trybie manualnym, do teraz głównie stosowałam autofokusa. Wrzucam pierwsze próbki,zmniejszone rzecz jasna, co prawda gdzieniegdzie szumi, ale z czasem się "wylepszę" :)



Wróg czai się wszędzie :]














piątek, 4 lutego 2011

18. Tęskno...

za wiosną tęskno, och...

W moim przypadku do tego stopnia, iż wybrałam się do ogrodniczego po nasionka kwiatów i warzyw.
Nie mogę się doczekać reaktywacji ogrodu warzywnego.
Choć dziadziuś mój kręci nosem, twierdząc, że wszelkie uprawy zniszczą mi koty. Ma doświadczenie po zeszłym roku, gdy bezskutecznie próbował wyhodować pietruszkę, a nasze pchlarze grządkę przekopywały po swojemu, za potrzebą bądź w poszukiwaniu kreta lub myszy.
Ja jednak zaryzykuję. Lubię ryzykować. Nawet mawiam, że bez ryzyka nie ma scyzoryka! :)
Ale wracając do sedna... do ogrodniczego wybrałam się z listą zakupów. Tak dla pewności, co by niczego nie pominąć ani nie kupić w nadwyżce, tudzież, by uniknąć zakupu z gorącą głową. Lista listą, zakupiłam co trzeba było...i kilka nieplanowanych wyjątków :)
I tak dziś mam spory woreczek nasion różnej maści...kalafiory, kapusty, ogórki, dynie, cukinie, pomidory, kalarepy, marchewki, bób, kukurydza, słoneczniki, szpinak, groszek, brokuły, buraczki, fasola tyczna, pory, sałaty, rzodkiewki...oraz nowości jak skorzonera i arbuz, który - wedle etykiety - znosi polskie warunki i nie potrzebuje do szczęścia szklarni. Drugie tyle mam kwiatów do wysiania. Część trafi do mojego ogródka, część oddam mamie, a reszta na warzywniak pójdzie :)
Co do warzywniaka dodam jeszcze, że planuję uprawiać go wedle zasad uprawy współrzędnej -  czyli wykorzystując to, iż jedne gatunki wpływają dobrze na drugie, a innych jeszcze nie cierpią. I żadnych sztucznych nawozów ani chemicznych oprysków. Wystarczy mi obornik, kompost, woda, słońce, pokrzywa i dobre serce :)

Wrzucam coś na zachęcenie wiosny do powrotu :)


czwartek, 3 lutego 2011

17. Jest!!

Pozwolę sobie pochwalić się trochę :) Jedno z wielu moich marzeń spełnione...kupiłam lustrzankę!! :)

Od strony technicznej - Nikon d50, NIKKOR AF-S 18-55 f.3.5-5.6G DX ED,
SIGMA 70-300 f.4-5.6 DG MACRO

W planach mam zamiar dokupić jeszcze filtry i dodatkowe soczewki makro, bo rzecz jasna makro to moja wielka pasja :)
Teraz nic tylko jak czekać do wiosny, by wybrać się na fotograficzne polowania!