Biedroneczko, leć do nieba!
Przynieś nam kawałek szczęścia!
Całych worków biedronek życzę tym, którzy sobie tego życzą :)
Swoją drogą zezłościłam się. Wstałam po 6, w końcu dziadek w czwartek obiecał mi, że dziś pojedziemy na grzyby. Po drodze co prawda musiałam aż 2 razy nakarmić kocięta, bo były diabelsko głodne, więc ostatecznie gotowa byłam po 7. I co? I dziadzio mówi, że pojedziemy, ale po 11, gdy skończy się siatkówka w tv... i co mnie to obchodzi, skoro o 12 rusza przełożone GP Chorwacji, którego nie odpuszczę? A i pewnie on z chęcią je oglądnie. Narobił mi tylko nadziei, czekałam jak głupek od czwartku i nici :(
Do tego jeszcze mam w ramce oprawione zdjęcie z dzieciństwa, które zawsze robi mi tyle apetytu na grzybobranie....
Gwoli ścisłości - ten czarny łepek to ja :)
Pewnie, jest niby jutro...ale raz, że przychodzi majster od remontu;
dwa - może być idealna pogoda na pracę w pasiece;
trzy - może padać deszcz...
Hmm...nie pozostaje mi nic innego jak wykopać swoją frustrację i złość na ogrodzie :)
A na marginesie od jakiegoś czasu namiętnie słucham starego, dobrego Perfectu - a przy "Lokomotywie z ogłoszenia" w ogóle nie mogę usiedzieć na miejscu :)
P.S. Dziś dopiero zauważyłam, że w adresie tej strony zjadłam "n" - zamiast "cyganskie" mam "cygaskie" i tego nie da rady chyba odkręcić. Nie to nie, łaski bez, heh :)































