piątek, 4 lutego 2011

18. Tęskno...

za wiosną tęskno, och...

W moim przypadku do tego stopnia, iż wybrałam się do ogrodniczego po nasionka kwiatów i warzyw.
Nie mogę się doczekać reaktywacji ogrodu warzywnego.
Choć dziadziuś mój kręci nosem, twierdząc, że wszelkie uprawy zniszczą mi koty. Ma doświadczenie po zeszłym roku, gdy bezskutecznie próbował wyhodować pietruszkę, a nasze pchlarze grządkę przekopywały po swojemu, za potrzebą bądź w poszukiwaniu kreta lub myszy.
Ja jednak zaryzykuję. Lubię ryzykować. Nawet mawiam, że bez ryzyka nie ma scyzoryka! :)
Ale wracając do sedna... do ogrodniczego wybrałam się z listą zakupów. Tak dla pewności, co by niczego nie pominąć ani nie kupić w nadwyżce, tudzież, by uniknąć zakupu z gorącą głową. Lista listą, zakupiłam co trzeba było...i kilka nieplanowanych wyjątków :)
I tak dziś mam spory woreczek nasion różnej maści...kalafiory, kapusty, ogórki, dynie, cukinie, pomidory, kalarepy, marchewki, bób, kukurydza, słoneczniki, szpinak, groszek, brokuły, buraczki, fasola tyczna, pory, sałaty, rzodkiewki...oraz nowości jak skorzonera i arbuz, który - wedle etykiety - znosi polskie warunki i nie potrzebuje do szczęścia szklarni. Drugie tyle mam kwiatów do wysiania. Część trafi do mojego ogródka, część oddam mamie, a reszta na warzywniak pójdzie :)
Co do warzywniaka dodam jeszcze, że planuję uprawiać go wedle zasad uprawy współrzędnej -  czyli wykorzystując to, iż jedne gatunki wpływają dobrze na drugie, a innych jeszcze nie cierpią. I żadnych sztucznych nawozów ani chemicznych oprysków. Wystarczy mi obornik, kompost, woda, słońce, pokrzywa i dobre serce :)

Wrzucam coś na zachęcenie wiosny do powrotu :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz