W maju i czerwcu lato. W lipcu jesień. Brr, co za pogoda! Całe szczęście, moje rośliny nie przejmują się zupełnie tym, co dzieje się nad ich zielonymi czuprynami. Kilka dni temu miałam pierwszy poważny zbiór pomidorów gruntowych - pychota! Do dziś śnią mi się po nocach, a codziennie znoszę nowe - w pełni ekologiczne, pryskane tylko Bioseptem, Timorexem i wywarem z czosnku - i póki co zaraza się ich nie ima - dokumentacja poniżej. Dziś także pokusiłam się i zerwałam pierwszego arbuza...a w zasadzie sam się zerwał, bo ogonek zasechł, co jest ponoć jedną z oznak dojrzałości, podobnie jak żółta odleżyna i odpowiadanie właścicielowi na pukanie... nim pomyślałam o aparacie...po arbuzie nie zostało śladu! Słodziutki, pachnący, soczysty...mniam!! I na tym wspomnieniu zakończę ten wątek, jestem padnięta - z małą pomocą Wujka Ziomka nawiozłam dziś kompostem i wyściólkowałam wszelakie porzeczki, jagody kamczackie, derenie, jeżyny, aronie i pigwowce, przesadziłam 30 krzaczków poziomek. Zostało nam jeszcze nawiezienie malin i drzew owocowych. A w głowie już tworzę plany upraw na przyszły rok. Miłych snów :)


Ten malinowy pomidor ważył 300 g :)
Moja wesoła kwiecista łączka
Na koniec przyjaciele idealni - Franek i Dziubdziób :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz