Czuć to nosem oraz ciałem, widać w lesie i słychać w powietrzu. W lasach wysyp nie tylko grzybów, ale i babiego lata...srebrne nici oplatają wszystko, co znajdzie się w ich zasięgu...Dzikie ptactwo bez względu na pogodę i czas podąża ku miejscom swych sejmików, odgłosami budząc nawet w nocy. W mojej okolicy wszystkie dzioby (oprócz tych, które tu zimują) ciągną w kierunku Słońska, do Parku Narodowego Ujście Warty. Wrony urządzają naloty na nasze orzechy włoskie, szpaki co rano świergolą wysoko w koronach drzew. I słońce inaczej już operuje...Jesień idzie...
W warzywniku przyszedł czas porządków. Ostatnie dynie dojrzewają na krzakach, mój rekordowy okaz ważył 7 kg - przerabialiśmy go przez tydzień ;) Sprzątam grządki, sieję zielony nawóz bądź go już przekopuję, planuję przyszłoroczny wygląd grządek.
Zawekowałam trochę buraków w słoiki. To moje pierwsze kroki w kuchni, ale napewno nie ostatnie. I tak na zimę czeka już sałatka z tartych buraków i boćwinka idealna na zupę. W przyszły weekend będę zamykać w zalewie octowej buraczki w całości, pokuszę się o dżem z cukinii, dynii, borówki brusznicy, wykorzystam przydomową dziką różę i czarny bez, może wystarczy mi sił na nalewki?
Postawnowiłam założyć przydomowy sad. Z powodu dość nietypowego położenia poszczególnych częsci ogrodu na działce nie będzie to plac o określonych wymiarach - część drzew zasadzę w części warzywnej, część na swym skrawku, resztę u mamy. Naczytałam się o odmianach, przygotowałam miejsca, kupiłam sadzonki, teraz czekam na przesyłkę. Do tego tematu jeszcze powrócę.
Na koniec podzielę się skromną fotorelacją, 7kg dynia, jeszcze na krzaku, Zenek i Franek, pierwsze leśne zbiory ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz